Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2017

Życie jest podłe, pamiętaj dziecko.

8 komentarzy:

 20 lat  28 kwietnia  Studentka Medycyny ( II rok )  Największa zołza ♤ 

pokój 228, drugie piętro 

Przemądrzała, mająca swoje zasady, rozpuszczona królewna, która zawsze ma ostatnie zdanie i nikt nie może jej się postawić. Ta najmądrzejsza i wszytko wiedząca księżniczka, prawie całą szkołę ma już na swojej czarnej liście. Zawsze uwielbiana przez nauczycieli za swoje bardzo dobre stopnie i zawsze najlepsze wyniki na egzaminach, była wzorową uczennicą, lecz niestety tego samego nie można powiedzieć o jej charakterze. Mimo swojego pesymistycznego i wrednego nastawienia do wszystkiego co ją otacza,w Filipinach miała całkiem sporą grupkę przyjaciółek, które tak samo jak ona były podłe i bez uczuć. Wiele osób mówi, że Lily stała się taka poprzez dość nieprzyjemną sytuację u niej w domu. Niektóre plotki mówią że rodzice ją bili, dlatego na lekcji wychowania fizycznego podczas, gdy miała krótkie spodenki i bluzkę z krótkim rękawem widoczne były małe siniaki i zadrapania. Lecz nigdy nie udowodniono prawdziwości tych plotek dlatego też, szybko o nich zapomniano


 Ciekawostki ♤ Historia ♤ Powiązania 

- - - - - -
Wizerunek - Lily Maymac
GG - 61753725

Mam nadzieję, że nie przeoczyłam nic ważnego ;)
A resztę informacji o Lily, chciałabym ukazać podczas pisania wątków :DD
Z czasem również uzupełnię kartę i wybaczcie mi, jeśli pojawiły się jakieś błędy. 


piątek, 20 stycznia 2017

A little braver

29 komentarzy:

Any perks of being awkward?
♛ Bae Suzy, 16 lat, biologiczno–chemiczny profil, nieśmiała bałaganiara. 



Mogłabyś w końcu przestać się peszyć i zacząć czerpać przyjemności z życia świeżej licealistki. Mogłabyś nawiązywać relacje, mogłabyś znaleźć sobie prawdziwych przyjaciół i przestać udawać kogoś, kim nie jesteś, ale jak miałabyś tego dokonać? Jesteś zbyt tchórzliwa, Suzy. Zbyt dużo czasu spędzasz z książkami, oglądając seriale i ucząc się. Od jutra zacznij wychodzić na kampus i spróbuj z kimś porozmawiać, tak, jak zawsze chciałaś.
Od jutra. Od jutra zdarza się jej codziennie, od dziecka siedzi samotnie. Zawsze uciekała, kiedy inne dzieci chciały się z nią pobawić i to zostało jej do teraz. Ma tendencję do rumienienia się za każdym razem, gdy nawiązuje z kimś kontakt wzrokowy.
Rodzice, jedni z najlepszych kardiochirurgów w całej Korei Południowej, wysłali ją do szkoły z internatem za namową psychiatry, by w końcu usamodzielnić dziewczynę i pozwolić jej, a raczej zmusić ją, do radzenia sobie na własną rękę. Każdy oczekuje od niej również tego, że pójdzie w ślady swojego ojca, chociaż na swojej drodze Suzy spotyka kolejną przeszkodę, zwaną hemofobią. Panicznie boi się krwi i mdleje na jej widok, co próbuje ukryć przed swoją rodziną, by uniknąć rozczarowania i spisania jej na straty.
W jej pokoju zawsze panuje bałagan, który najłatwiej nazwać artystycznym nieładem. Nie jest ona mistrzynią w organizowaniu sobie czasu i wszędzie lata zabiegana, na pierwszą lekcję z mokrymi włosami, bez połowy książek i czasem nawet bez stanika.
Jest dosyć wysoka, więc trudno jej nie zauważyć. Zazwyczaj przesiaduje w bibliotece lub w swoim pokoju. Jest też zwolenniczką Milana Kundery, francuskiego pisarza powieści na temat życia.
Właściwie nikt jeszcze nie wie, dlaczego Suzy stała się tak cicha. Stawiano jej wiele diagnoz, chociaż najbardziej utożsamiła się ona z fobią społeczną oraz depresją, na którą przyjmuje leki, o których wiedzą tylko nauczyciele i jej rodzice. Chciałaby wierzyć, że kiedyś w końcu się przełamie i będzie normalną nastolatką, ale jest to dla niej zbyt problematyczne, więc cały czas czeka na gwiazdkę z nieba oraz dobrego przyjaciela, który dotrze do niej w odpowiedni sposób.  




“So many people are shut up tight inside themselves like boxes, yet they would open up, unfolding quite wonderfully, if only you were interested in them."

"W chwili, kiedy ktoś obserwuje nasze zachowanie chcąc nie chcąc, dostosowujemy się do wzroku człowieka, który na nas patrzy i nic, z tego co robimy nie jest już prawdą."



wtorek, 3 stycznia 2017

zapomnij, jakie mam prawo, by mówić ci, że masz robić to czy tamto

16 komentarzy:
Lee Su Ran  
수란
Od zawsze była wielką marzycielką i wierzy, że założy na księżycu farmę latających królików. Od zawsze rysowała krzywe kreatury niczym postacie z horrorów w swoich zeszytach ze słodką okładką. Od zawsze wraz z rodzicami biegała po psychiatrach, ale nie wykazano żadnych nieprawidłowości. Od zawsze zbierała dżdżownice do słowika i je wychowywała, od zawsze pluła innym dzieciom do kubków w przedszkolu czy opowiadała niestworzone historie, ale na tyle ciekawe i przejmujące, że zaciekawiały one ludzi. Od zawsze ubierała się dosyć dziwnie, jak jakaś kosmitka, a później tak ją nazywano. Więc Alien, była osobą, która żyje we własnym świecie, osobą z osobowością 4D, choć niektórzy się śmiali, że to już 8D. Ona odpowiadała, że przynajmniej nie jest jak inni. Rodzicie się jej wstydzili. W końcu byli szanowanymi sławami sceny tanecznej. Nie zabierano jej nigdzie, a Su Ran biegała po parkach i małych uliczkach, w poszukiwaniu fascynacji i weny, bowiem nawet stłuczona butelka po winie przy ławce w parku w jej ustach miała swoją historię. Nikt nigdy nie chciał się z nią zaprzyjaźniać, ale jej to wcale nie przeszkadzało, miała swoich przyjaciół w opowieściach, lubiła marzyć. Gdy była nastolatką, często opowiadała publicznie, co przyciągało wielu słuchaczy. Doceniała to, więc często pojawiała się w parku, by opowiadać historie, co stało się jej tradycją, by o godzinie dziewiętnastej we wtorki i piątki, być w konkretnej alejce przy małym stawiku, gdzie nieoficjalnie miała swoje występy. Jednak w końcu zaczęła się robić sławna, więc rodzice wysłali ją do elitarnej szkoły na wyspie. Co jednak ją nie zniechęciło.
od października w GBS ♞ 12.12.1999 ♞ profil teatralny ♞ dodatkowy język; hiszpański ♞155 cm wzrostu, 42 kg ♞ zamiłowanie do luźnych ubrań i koszul z ciekawymi wzrokami ♞ rzadko kiedy siedzi w akademiku ♞28, pierwsze piętro ♞ często w nieodpowiednim miejscu i czasie ♞ wygląda na cichą i spokojną, ale przecież morderstwa nie planuje się na głos ♞ kociara 

bts (v) - stigma
jo eun hee 

sobota, 31 grudnia 2016

Kłamstwo nie różni się niczym od prawdy, prócz tego, że nią nie jest.

35 komentarzy:
Han Soming

  
21. 04. 1998r. -- III Humanistyczna ⚉-- Dodatkowy język: francuski -- Pokój nr 98-- Dźwiękowiec w radio -- Fotograf w szkolnej gazetce -- Najlepszy wywiad w GBS - wie wszystko o wszystkich na całej wyspie. A jak czegoś nie wie, to na bieżąco wymyśli.-- Podobno to mitoman
Dla Sominga nauka w GBS to rodzinna tradycja. Jego matka, podobno wnuczka t y c h państwa Sung, była jedną z pierwszych studentek i najzdolniejszą uczennicą na medycynie. Teraz jest sławnym neurochirurgiem, jej nazwisko to wręcz legenda lekarskiego światka. Ojciec Sominga również się tu uczył. Mówią, że do tej pory nikt nie poprowadził drużyny siatkarskiej do tylu zwycięstw, co on i że w swoich latach studenckich był najpopularniejszym chłopakiem w całej szkole. Obecnie karierę sportowca ma już za sobą, ale prowadzi sieć sklepów sportowych, popularną w całej Korei. Starsza o pięć lat siostra So, Han Sanra... Powiedzmy szczerze, kto nie słyszał jej imienia? To dzięki niej czytanie szkolnej gazetki przestało być „obciachem”, a stało się wręcz modnym zajęciem. Poza tym, ponoć gdy ukończyła naukę na profilu teatralnym z najlepszym wynikiem w całej historii kierunku, to wytwórnie wręcz się o nią biły, a teraz jest jedną z najbardziej popularnych aktorek w kraju. Średni brat Sominga, dwudziestodwuletni Hyesong, również stał się szkolną sławą, dzięki temu, że GBS wygrała trzy razy pod rząd w konkursie młodych talentów wokalnych, gdy on w nim występował. Obecnie prowadzi solową karierę piosenkarza.
No i proszę państwa, teraz czas na najmłodszego z rodzeństwa Han. Może zaskoczy was ta wiadomość, ale Soming jest... po prostu przeciętny. Mimo wszelkich starań nie dostał jeszcze na żadnym teście oceny wyższej, niż cztery, nie wygrał w żadnym konkursie artystycznym, nie pobił rekordu kraju w żadnym sporcie, po prostu w niczym nie zabłysnął, chociaż jeśli go zapytasz, to nie ma rzeczy, na której by się choćby po części nie znał...
Tak więc nie ma żadnych szczególnych talentów, poza tym jednym: wymyślaniem historii i układaniem różnych tekstów. Połowa plotek, które w szkole krążą, jest jego własnego pomysłu, z czego zapewne nawet nie zdajecie sobie sprawy. Parodia hymnu GBS, którą mieliście okazję usłyszeć podczas ostatniej szkolnej uroczystości, to również wynik jego inwencji twórczej. Fotokomiksy w szkolnej gazetce to także działka Sominga. Zazwyczaj jego opowiastki są zupełnie nieszkodliwe, a przeważnie nawet wywołują uśmiech słuchaczy, ale podobno raz się zdarzyło, że ktoś mu ostro zalazł za skórę. W efekcie Han nawymyślał o feralnym ktosiu tak niestworzone i okropne rzeczy, na domiar złego brzmiące dość prawdopodobnie, że nieszczęśnik z zupełnie zrujnowaną reputacją musiał się przenieść do innej szkoły, bo w GBS już „nie miał życia”. Mimo tego, że So jest zdolny do tak wrednych i nieuczciwych zagrywek, dzieciaki całkiem go lubią, a trzeci rocznik uważa za swego rodzaju gwiazdę, bez której żadna impreza nie będzie udana. 


Wysokie to-to i chude jak fasolowa tyczka, wydaje się przez to trochę niezgrabny, ma ciemne, nieco dłuższe włosy, zawsze uśmiechniętą od ucha do ucha gębę, a w jego oczach, gdy się śmieje, pojawiają się wesołe iskierki.

Dusza towarzystwa, wścibski, wszędzie go pełno. wszędzie wepchnie swój nos i  zawsze chce być w centrum zainteresowania. Beztroski dzieciak, zawsze skory do wszelkich wygłupów. Chojrak jakich mało, kto jak nie on, zawsze wszystko wie najlepiej... Potrafi na poczekaniu wymyślić milion-pięćset-sto-dziewięćset bajek, historyjek i zwyczajnych kłamstw


_____
* wizreunek: Kim Kibum
 No to ja i So witamy serdecznie całą wesołą brać uczniowską (i studencką).
 Mam nadzieję, że polubicie tego szurniętego dzieciaka ^^ 

czwartek, 29 grudnia 2016

Give me that can't-sleep love

69 komentarzy:
     Kissin' in the moonlight
Movies on a late night     
                  Gettin' old

                        I've been there, done that  
                                       Supposed to be hot
                        But it's just cold             

Somebody wake up my heart                        
                   Light me up                    
Set fire to my soul,                                  



20 lat | V klasa wokalna | przewodniczący koła wokalnego | 100% we wstępnych egzaminach w każdej dziedzinie | łatka najbardziej rozpoznawalnej twarzy w szkole | piosenka | pokój numer 117








[tytuł i cytat: Pentatonix "Can't sleep love""]

wtorek, 13 grudnia 2016

Dark queen

30 komentarzy:

♤ Phoebe Hastings 
I rok na wydziale medycznym || pokój 120



'American Dream' skończył się gdy matka Phoebe zachorowała na nowotwór piersi. Mimo wielu dawek chemii, obustronnej mastektomii kobieta zmarła po dwóch latach walki ze stworem zwanym rakiem. Świat całej rodziny runął do góry nogami. Mąż kobiety zaczął więcej pracować by jak najmniej czasu spędzać w domu, który w każdym calu przypominał jego ukochaną. Zapomniał, że to właśnie w tym momencie jego czternastoletnia córka będzie potrzebowała największego wsparcia. Właśnie przez to Phoebe była zmuszona dorosnąć nieco szybciej niż swoi rówieśnicy. Nikt nie robił jej śniadania do szkoły czy obiadu, dawał pieniądze, które miały zapełnić pustkę. Sposobem Toma była praca, jego córka wolała towarzystwo starszych znajomych. Izolacja i używki stały się najlepszym plastrem na dziurę w jej duszy, wypełniały pustkę chociaż na chwilę. Po czasie to było za mało, trzeba było szukać większej ilości wrażeń. Im bardziej niebezpiecznie tym ciekawiej. 
Nikt nie pytał jej czy chce zostawić Nowy Jork. Czerwcowego popołudnia dostała tylko informację: wyjeżdżamy, pakuj się. Musiała zostawić całe swoje doczesne życie i wyjechać do świata, którego nie znała. Do miejsca gdzie kultura i mentalność ludzi jest zupełnie inna. Przez pierwsze dwa lata czuła się jak intruz. Była zawsze zauważana, jakby bił od niej neon z napisem ' to właśnie TA amerykanka'. W szkole zawsze była swojego rodzaju maskotką, czymś nowym, ikoną zachodu. Bywało to męczące dlatego za wszelką cenę szukała kontaktu z ludźmi pochodzącymi z podobnych kulturowo krajów. 
Phoebe jest idealnym przykładem przemądrzałej, niezależnej kobiety. Uważa, że może być o wiele lepsza od mężczyzn. W ciągu całego swojego życia nie była nigdy zakochana przez co traktuje czasem samców nieco rzeczowo. Zdeterminowana w każdej dziedzinie życia, po trupach do celu. Czasem nieco egoistyczna lecz stara się uczyć empatii, którą powinien posiadać każdy lekarz. Nieświadomie odpycha od siebie ludzi lecz nigdy nie widzi w tym swojej winy. 



_____________________________________________
Witam bardzo serdecznie!
Jestem po długiej przerwie dlatego też moja karta jest taka uboga.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie rozbudowana.
Chcemy z Phoebe wątków i powiązań.
Nie lubimy się z przecinkami a wizerunku nie znamy.

wtorek, 22 listopada 2016

When I call out the devil, just pretend you don't know. It'll disappear.

96 komentarzy:

Każdy ma jakieś plany. Względem siebie, innych lub świata. Tacy już jesteśmy, że nawet jeśli uważamy, że nic nam od życia więcej nie trzeba, to i tak podświadomie zawyżamy sobie poprzeczkę i dokładamy sobie nowych celów do zrealizowania.

Też kiedyś taka byłam. Od małego zakręcona na punkcie robotów i wszelkich technologii uciekałam w ten świat przed problemami. W szkole zawsze zdobywałam najlepsze stopnie, wygrywałam konkursy i realizowałam mnóstwo dodatkowych projektów. Marzyła mi się kariera, wielki świat, sukcesy i możliwość samorealizacji.

Lecz nie wszystko w życiu zawsze idzie tak, jak sobie to planujemy, prawda? Czasem los wystawia nas na próbę, często tylko po to, żebyśmy przejrzeli na oczy. Gdy mój brat zniknął po tygodniach terapii psychiatrycznej, a Taeyong zerwał ze mną kontakt, wszystko w jednej chwili straciło sens. Wraz z ich odejściem, poczułam całe to rozżalenie, złość i samotność, które kumulowały się przez te wszystkie lata.

Wiecie jakim okropnym uczuciem jest stracić jedno po drugim osoby, dla których poświęcało się z każdym dniem coraz bardziej? To tak jakby szczęście było ziarnkami pisaku i ulatywało wam przez palce. Z bliskich została mi tylko matka i ciotka, która opłaca mój pobyt w GBS (bo o ojcu nawet nie wspominam, jego nigdy nic nie obchodziło). Wtedy właśnie, po przybyciu na wyspę, zamknęłam jeden rozdział i otworzyłam drugi.

Bez planów. Jakichkolwiek. Nie myślę o tym co będzie kiedyś. Przestałam marzyć o tworzeniu robotów, poskładałam ich części do kartonów. Zabrałam je co prawda ze sobą, ale co z tego, skoro ich nie ruszam? Próbuje zostawić to wszystko za sobą, ale wiadomo nie jest łatwo.

 Pierwszy rok, tak właściwie byłam na tej uczelni tylko ciałem. Walczyłam wtedy bardzo mocno z napierającym na mnie przygnębieniem. Uważałam za niesprawiedliwe, że gdy jest mi ciężko, to nikogo obok nie ma by powiedzieć słowa wsparcia, w momencie  kiedy ja zawsze byłam na zawołanie wszystkich. Z drugiej strony, taka była moja natura, że lubiłam się troszczyć o innych. To pewnie przez opiekę nad bratem, w najgorszych chwilach jego załamania.

Jednak wkrótce po tym zostałam technicznym na uczelni, a praca pochłonęła mnie do tego stopnia, że poświęcam jej większość uwagi. Zaczęłam się otwierać na ludzi, ale nadal jestem zdystansowana.
Teraz jestem na II roku studiów metematyczno-fizycznych. Mieszkam w pokoju 230, dobrze, że póki co nie mam współlokatorki. Nadal miewam bezsenne noce, niektóre z nich przepłakuje. Nie lubię płakać przy innych i nigdy tego nie robię, a jeśli już tak się stanie to albo komuś ufam albo jest bardzo źle.

Smutek i tęsknota to dobre emocje. Muszą być, żeby zachować równowagę w naszym życiu.  Sztuką jest jednak umieć z nimi żyć, a nie dać się im przytłoczyć. A to zdarza się każdemu. W końcu jesteśmy tylko ludźmi.


     
       
                                                                            ♢ relacje dodatkowe
~*~


tytuł: giriboy "devil's cut"

niedziela, 20 listopada 2016

How could he know this new dawn's light would change his life forever?

97 komentarzy:
Was he the one causing pain with his careless dreaming?
Hong Ji Yong 
Przewodniczący, więc jak uczniowie mają zażalenia, problem, zwracają się do niego  II rok medycyny    20 lat, 09.04.1996 r.    Ponoć jeden z najprzystojniejszych studentów, więc dziewczyny chętnie umawiają się z nim na korepetycje. Niestety, na razie jedyną chemię jaką czuje to ta do nauki   Musi być na podium, zawsze, niezależnie od sytuacji, więc jego nazwisko zawsze widnieje na szczycie list z najlepszymi wynikami.   Jeden z najbardziej rozpoznawalnych postaci w szkole ♤ pokój 240, drugie piętro ♤ przedwczesne praktyki w małej przychodni/szpitalu na wyspie ♤ luźny język  ♤ ponoć przypomina królika ♤ gdzieś w głębi, naprawdę w głębi jest zupełnie inny


Najlepszy, geniusz, perfekcjonista. Nikt się nigdy nie pytał czy chce taki być, musiał. Dlatego Ji Yong ma spore mniemanie o sobie, jest pewny siebie, politycznie zawsze poprawny, wszystko co robi musi być na 200%. W każdej dziedzinie musi być najlepszy lub chociaż stać na podium. Pochwały nie sprawiają mu radości, są dla niego czymś oczywistym. Dumnie reprezentuje rodzinę lekarzy, prawników i naukowców, i kontynuuje rodzinną tradycję bycia geniuszem. Od małego przynosił zawsze świadectwa z budzącymi podziw ocenami, ale nie otrzymywał za to nagrody. To było normalne, że na tym papierku są takie cyfry i liczby, a nie inne. Zawsze wysoko w hierarchii społecznej w szkole. Przewodniczący klasy w podstawówce, potem szkoły, liceum, zastępca na pierwszym roku studiów i aktualnie przewodniczący społeczności studenckiej. Rodzice zawsze się tym chwalili, nauczyciele stawiali za wzór innym, a szkolne przemówienia wygłaszał niczym polityk. Niestety, nigdy nie miał czasu na nic innego. Nie chciał się umawiać z dziewczynami, choć często prosiły go o korki, licząc wielokrotnie na coś więcej. Wiele rzeczy nie przeżył, ale wie że tylko ciężka praca zapewni mu sukces. Więc nie żałuje. Kontakty międzyludzkie ma, gdy spędza czas z samorządem zarówno studiów jak i liceum, gdy inni proszą go o korepetycje czy na próbach do szkolnych wydarzeń. Jednak jego aktualną miłością jest nauka i nie robi nic w kierunku, by to się zmieniło. Pierw kariera, a o żonie może pomyśleć, gdy już zdobędzie dobrą pozycję i sam będzie mógł siebie reprezentować, nie będąc łączonym tak mocno ze sławą w dziedzinie nauki jego rodziców.
Jiyong jest osobą spokojną, opanowaną. Kieruje się rozumem i nigdy nie pozwolił wziąć emocjom władzy nad swoimi słowami czy ruchami ciała. Gdy coś go irytuje, zazwyczaj marszczy nos, przez co postronnym obserwatorom jeszcze bardziej przypomina króliczka. Hong nie tylko dba o swój wizerunek na wystąpieniach. Wie, że musi się również prezentować, więc jego włosy są zawsze ułożone, a ubranie staranne i schludne, dopasowane do sytuacji i miejsca. Często także ćwiczy, więc jego ciało jest dobrze zadbane. Wydawałoby się, że jest on człowiekiem poważnym. W pewnym sensie tak, aczkolwiek zna się na żartach, ma poczucie humoru, potrafi się śmiać i jest naprawdę sympatyczny. To nikt nie widział go płaczącego, smutnego czy wściekłego, a co najwyżej poirytowanego. Ze swoimi kolegami i koleżankami z samorządu ma dobry kontakt, podobnie jak tymi z klasy czy nauczycielami. W końcu, mieszka tu już piąty rok, angażuje się czynnie w życie szkoły, a także nie odmawia pomocy, gdy ktoś bardzo go o to prosi, z czego bardzo chętnie korzystają osoby mające pomysł na ulepszenie placówki uczelni, szkoły czy otoczenia. Dzięki niemu powstało kółko fotograficzne trzy lata temu oraz koło plastyczne. Nie trzeba chyba mówić, że jest ulubieńcem dyrektora całego ośrodka..?


________________________________________________________________________
Witaaaamy ♥
No, on jest przyjazny xDDDD
W każdym razie... postać stworzona, bo taką chciałam, a i jakoś musze ogarnąć co się dzieje na blogu, pouczać was i chwalić, więc stwierdziłam, że to najlepszy sposób i przyjemny.  Jeżeli macie pomysł na jakieś kółko, wydarzenie, cokolwiek czego nie ma, a byłoby fajnie, by się pojawiło - zapraszam na wątek, a Hong będzie rozmawiał z dyrekcją! (ma wpływy także się zgodzą xD)
Szukamy przyszłej żonki (xD), kogoś kto będzie próbował zobaczyć jak wygląda wkurzony przewodniczący, jakiegoś misia, co nauczy go tulenia i... i co tam wam przyjdzie do głowy!
Tak, pan hetero nie bać się xDDDDD (wiem szok!)
Tytuł - Metallica - Unforgiven III

Yeah, she's the killer. Bang, bang!

63 komentarze:
리  사  ♥ 남
LISA NAM


19 lat » 12.12.97 » czwarta klasa taneczna » przewodnicząca samorządu uczniowskiego liceum » pokój 55, pierwsze piętro w akademiku liceum » cukrzyca typu pierwszego » roztrzepaniec » wieczny uśmiech na twarzy » otwarta, odważna i optymistyczna » zielone końcówki włosów » ojciec - wybitny gitarzysta » matka - była baletnica, dyrektorka szkoły baletowej » trenowała balet 13 lat » dwoje rodzeństwa z poprzedniego małżeństwa ojca, nazywana przez nich bękartem.


- Zostały mi tutaj jeszcze niecałe dwa lata. Wszystko tak pięknie się układa.
Rodzice myślą, że ciągle trenuję balet. W sumie chyba nawet nie za bardzo ich to obchodzi, bo rozmawiam z nimi raz na pół roku i to tylko, kiedy sama zadzwonię, więc pewnie na stronę szkoły też nie wchodzą. Gdyby tak było, to dawno zorientowaliby się, że wcale nie wybrałam baletu, a hiphop. A może właśnie wiedzą, tylko mają to już w ogóle gdzieś, skoro ostatni raz widzieliśmy się... cztery lata temu? Nie wiem. W sumie, to nie obchodzi mnie to, ważne, że już z tym koniec.
- Dlaczego nie chcesz już tego robić? - zapytał, a ja chyba po raz pierwszy od pół godziny, jak siedzimy na tym korytarzu, usłyszałam jego głos. Tak normalnie, w pełnym zdaniu. To dopiero, Lisa, jesteś cholerną szczęściarą! Z iloma dziewczynami ten gościu rozmawia, co? - Poświęciłaś temu większość swojego życia...
Wyglądał na zdezorientowanego. Ale nie dziwię mu się. Kto normalny rzuciłby nagle trzynaście lat baletu po to tylko, żeby pobawić się w hip hop? Bo serio, w porównaniu do tego, co przechodziłam przez trzynaście lat - hip hop, to zabawa. Też wymaga wiele pracy, ale ta pod okiem mojej matki była jak niekończąca się opowieść. A przecież każda opowieść powinna mieć swój koniec, najlepiej happy end! Z nią nie było na to szansy. Ta kobieta zabierała całą nadzieję. Otwarcie mi mówiła, że balet nie jest po to, by dobrze się bawić, tylko ma być sztuką sam w sobie. Cierpisz po to jedynie, żeby być idealnym. I to jest cel. Nawet nie oklaski po występie, nie pochwały, nie nagrody. Tylko ta perfekcja, której nigdy nie będziesz mógł osiągnąć.
- Widziałeś kiedyś szczęśliwą baletnicę? - zapytałam, patrząc na swoje kolana. - Przez całe swoje życie poznałam na prawdę wiele baletnic, ale żadna z nich nie była szczęśliwa. Przychodziły do szkoły mojej matki, odchodziły, często płakały, zwykle na początku. Potem stawały się już takimi skałami, że nie czuły nic. To znaczy, te, co wytrzymały do tego czasu, bo większość się poddała. Te ze słabszą psychiką kończyły batdzo źle.
Moja matka prowadzi jedną z najlepszych szkół baletowych na świecie. Najlepszych, oznacza tyle, że wychodzą z niej tylko i wyłącznie najlepsze tancerki. Bo to, co dzieje się w środku, na zajęciach jest czymś okropnym, przynajmniej dla mnie. To było, jak pranie mózgu. Programowanie człowieka, który nie ma prawa czuć. Nie ma prawa być szczęśliwym, a tym bardziej płakać. Trening w szkole baletowej mojej matki nie opierał się tylko na ćwiczeniach praktycznych. Podczas żmudnego wykonywania piruetów, skłonów, wyskoków i reszty pojedynczych kroków, wygłaszała często ten sam monolog.

"Baletnica jest rzeźbą, wykonaną przez samego Boga. Baletnica powinna być idealna. Aby stać się idealną musi poświęcić się temu całkowicie. Odrzucić inne cele, pozbyć się uczuć, wyrzec miłości..."

Za każdym razem, kiedy to słyszałam, miałam ochotę krzyczeć, więc czym jestem ja?! Jeśli nie jestem z miłości, to dlaczego w ogóle żyję? Ale nigdy o to nie zapytałam. Zawsze tylko chciałam jej dorównać, być tak dobra jak ona, być najlepsza ze wszystkich, aby móc być godnie nazywaną mianem jej córki. Chciałam, żeby była ze mnie dumna, żeby mnie pochwaliła. Chciałam sobie w końcu zasłużyć na odrobinę miłości. Było to trudne, bo od dziecka choruję na cukrzycę, co samo w sobie jest oznaką niedoskonałości. Ale starałam się, dbałam o siebie, pilnowałam zdrowia, odżywiałam się odpowiednio i trenowałam tak ciężko, jak tylko mogłam, a i tak jedyne, co dostałam w zamian za swoją ciężką pracę, to jeszcze większe wymagania, jeszcze więcej chłodu i jeszcze więcej samotności.
Jeśli sądzisz, że to, co spotkało mnie z jej strony, to najgorsze, co mogło mnie spotkać, to nie znasz mojego rodzeństwa. Co prawda jedynym dzieckiem matki jestem ja, ale ojciec miał przed nią inną kobietę. Żonę i dwójkę dzieci. A moja matka to zepsuła. Zniszczyła ich rodzinę. Więc nigdy nie dziwiłam się, dlaczego Hara i Jung tak mnie nienawidzili. Co nie zmienia faktu, że to strasznie bolało. Dużo wtedy płakałam... ale tak, żeby nikt nie widział, zwłaszcza matka. Przecież miałam być skałą, rzeźbą, a kamienie nie płaczą. Dlatego tylko moja poduszka wiedziała, co się ze mną dzieje na prawdę.
Matka uderzyła mnie w policzek, kiedy powiedziałam, że chcę uczyć się w GBS. To przecież zdrada. Jak mogłam tak po prostu rzucić jej szkołę? Przecież była najlepsza. Nie odzywała się do mnie aż do wyjazdu. Na lotnisku jedyne, co powiedziała, to "pracuj ciężko i nie wracaj bez sukcesów". Miałam wtedy nadzieję, że nie wrócę już nigdy.
Przez pół roku miałam rozszerzony balet. Jednak dużo myślałam nad sobą i takimi wielkimi rzeczami, jak sens życia, więc kiedy dowiedziałam się, że jest możliwość zmiany rozszerzenia, postanowiłam przenieść się na hip hop. Odciąć od tego, co było kiedyś, zrzucić z siebie tą kamienną maskę, przestać udawać ideał. I dopiero wtedy zaczęłam tak na prawdę wzrastać. Taniec zaczął przynosić mi radość, mogłam w końcu tańczyć do takiej muzyki, jaką czułam. Pootwierałam wszystkie pozamykane w sobie szufladki. W zeszłym roku zostałam zastępcą przewodniczącego liceum, a w tym roku samą przewodniczącą! Ludzie zaczęli doceniać mnie, lubić mój charakter, patrzeć na mnie nie przez pryzmat nazwiska, tylko tego, co sama zrobiłam.
- Podziwiam. - powiedział chłopak, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Patrzył na mnie z uznaniem. Widziałam to w jego oczach. Nigdy wśród członków mojej rodziny nie byłam tak szczęśliwa, jak w tej szkole. Tutaj dopiero mogę być sobą. I nie muszę być idealna.
- Ja podziwiam ciebie! - powiedziałam wesoło po chwili ciszy. - W tak krótkim czasie tyle osiągnąć!
- To tylko kapitan szkolnej drużyny... - wzruszył ramionami, ze skromnym uśmiechem na ustach.
- Daj spokój, widziałam cię na boisku! - klepnęłam chłopaka w ramię, na co ten popatrzył na mnie lekko zdezorientowany. No wiem, w tej szkole rzadko można spotkać kogoś, kto tak się zachowuje. Znaczy... widziałam parę osób, w końcu sama taka jestem, a swój do swego ciągnie nieubłaganie. Tylko, to przecież szkoła dla tych z elity, tych ułożonych, godnych, spadkobierców... i w samym środku tego patosu jestem JA - szalona Lisa z czwartej tanecznej. Zaśmiałam się głupio. - Grasz jak Ronaldo~
Chłopak po chwili zaczął się śmiać i pokręcił głową.
- To o blondynkach, to jednak prawda... - mruknął, a ja otworzyłam szeroko wszystkie otwory, znajdujące się w mojej twarzy. Nawet moje pory się oburzyły!
- Przepraszam bardzo, czy ty mnie dissujesz? Mam odrosty nie widzisz? To znaczy, że mózg jeszcze walczy! - Gdy w końcu chłopak uspokoił swój śmiech, ze szkolnego studia wyszedł koordynator radiowy i zaprosił go do środka. - No. To na tym się kończy moja robota. Dzięki, że w końcu zgodziłeś się na ten wywiad, to dla naszej szkoły coś wielkiego!
- Nie ma sprawy. - uśmiechał się lekko. Był dziwny, nie taki jak wszyscy w tej szkole. Był skromny i delikatny, zupełnie inny. Nie wiem tylko czy taki był na co dzień, czy jedynie ostatnim czasem. - Trochę mnie to przeraża... - dodał cicho.
- No co ty! Na pewno dasz radę, w końcu jesteś Alex! - popatrzył na mnie znowu z miną wymalowaną w niezrozumienie.
- Myślałem, że powiesz Huang... - Racja, to powiedzenie bierze się z oddawania chwały swojemu nazwisku, na którego dumę pracowały całe pokolenia. To duma być częścią rodziny. Ale większą dumą powinny być sukcesy jednostki. W tym przypadku Alex'a, a nie jego przodków. Powinien być dumny z tego, do czego sam doszedł.
- Nie... Huang, to twój ojciec. Ty jesteś Alex. - powiedziałam z wielkim uśmiechem. - Jesteś sobą. Podbiłeś całe GBS, a z wywiadem sobie nie poradzisz? Hwaiting, Sunbae! - uśmiechnął się lekko i pokiwał głową.
- Okej. Dzięki, miło się rozmawiało. - powiedział cicho.
- Jasne! Porozmawiajmy jeszcze kiedyś! - zawołałam, kiedy odchodził, na co on tylko pokiwał głową i pomachał mi, by po chwili zniknąć za drzwiami studia radia szkolnego na wydziale studenckim. Ta audycja miała być wyemitowana w całej szkole, łącznie z liceum, więc chłopak miał się czym stresować. Ale wierzyłam, że da radę. Nawet byłam z niego dumna. Chłopak jest w moim wieku, jest najmłodszy w swojej drużynie i odkąd został kapitanem drużyny, z każdego meczu pozaszkolnego przywozi zwycięstwo.
Powinnam go częściej zagadywać, jest fajnym gościem.








relacje »  telefon » dodatkowe



________________________
Pomyślałam, że jeśli przedstawię wam jakąś sytuację z teraźniejszości 
Lisy, to lepiej ją poznacie, niż jakbym miała wypisywać suche fakty.
Na wątki chętna ja!
Dajcie mi przyjaciółkę, kumpla do
niepohamowanego śmiechu i kogoś, kto
w końcu mocno ją pokocha!
Fc; Lalisa Manoban
Tytuł; B.A.P - "Killer"

Czemu do mnie nie przyjdziesz i nie położysz się obok tak jak kiedyś?..

41 komentarzy:

Min Jiyoon ♦

"Zrób coś mojemu bratu a przysięgam że połamię ci wszystkie kości."

Zamknij oczy...
Dzisiaj tak jak zwykle miałem wrócić wcześnie do domu, ale nauczyciel mi powiedział że mój brat robi projekt i że mam mu o tym przypomnieć, przy okazji powiedział mi co jest potrzebne do niego.
Wiedziałem że ten ciołek nic mi o tym nie powie, a starzy i tak nie dadzą mu na to pieniędzy. 
Powiedziałem więc mu że przyjdę później a w tym czasie poszedłem szukać miejsca gdzie mógłbym zarobić na to pieniądze. Pytałem w wielu miejscach ale nikt nie chciał się zgodzić na jakąkolwiek współpracę. Chciałem by mógł mieć chociaż trochę normalne życie, dlatego tak się starałem mu pomóc i go wspierać we wszystkim. Mijały  godziny a ja dalej nie mogłem nic znaleźć, pytałem o wyprowadzenie psa, o ulotki i inne takie duperele ale jak na złość wszyscy mnie ignorowali.
Robiło się późno a mi nie udało się nic zdziałać... czułem się bezradny w tej sytuacji. 
Przechodziłem właśnie obok  sklepu z przyborami i innymi takimi rzeczami, przystanąłem na chwilę i westchnąłem ponuro. 
"Przepraszam Hoon nie udało mi się, ale spróbuję jutro.." Dodałem w myślach tylko po to by zmotywować się jakoś do działania na następny dzień. Spojrzałem na zegarek po czym uświadomiłem sobie że jak się teraz nie ruszę to się spóźnię do domu, dobrze wiedziałem czym to się skończy... Lekko roztargniony zacząłem biec po czym za rogiem wpadłem w jakąś osobę, syknąłem lekko i przeprosiłem osobę na którą wpadłem. Gdy podniosłem głowę zobaczyłem grupę chłopaków starszy ode mnie o jakieś  cztery lata?  Chłopak w którego wpadłem był naprawdę wściekły i bez zastanowienia bez dania mi jakiegokolwiek czasu na przepraszanie.. chwycił mnie za koszulkę po czym z całej siły uderzył. Zaczęli się śmiać a ja czułem jak bardzo mnie to denerwuje, nie mogłem im odpyskować bo by było gorzej niż jest. Nie odzywałem się słowem a oni tylko mnie szarpali, popychali, kopali... robili co chcieli a ja starałem się to jakoś znieść. Po jakiś dziesięciu czy piętnastu minutach im się znudziło i dali mi w końcu spokój. Wstałem powoli z ziemi z wyraźnym bolesnym grymasem na twarzy. Spojrzałem znów na zegarek i zaukałem zrezygnowany... wtedy wiedziałem że już na pewno nie zdążę. Po jakiś czterdziestu minutach dotarłem do domu.. było w pół do dwudziestej pierwszej, poszedłem od razu do salonu gdzie czekał wściekły ojciec. Pierw oberwałem, potem zaczął krzyczeć i znów zacząłem obrywać tylko że skórzanym paskiem na gołe ciało...
Okropnie mnie bolało, miałem ochotę krzyczeć ale nie chciałem by młody to usłyszał... Miałem dość tego domu chciałem z niego uciec, ale nie mogłem brata zostawić z tymi katami.
Nie miałem już siły, więc upadłem na ziemię a wtedy usłyszałem przerażony pisk Hoona. Czułem jak serce mi do gardła podchodzi i od razu spojrzałem w stronę zamykających się drzwi i ojca który po chwili je otwiera. Mimo że czułem niewyobrażalny ból nie mogłem pozwolić by coś mu się stało, więc ignorując to zerwałem się  z podłogi biegnąc i skacząc przez łóżka najszybciej jak potrafiłem tylko po to by w ostatniej chwili go zasłonić i przyjąć uderzenie na siebie. 
Na szczęście znudziło mu się bicie mnie i sobie poszedł. Wziąłem go na ręce po czym zaniosłem do łóżka, założyłem na siebie koszulkę po czym przytuliłem mocno brata. Chciałem by czuł że ma wsparcie we mnie i że nie pozwolę na to by coś mu się stało. 
Jest moim kochanym bratem i zrobię wszystko by miał normalne życie...

Słońce pojawia się na zbyt krótki czas..
Dni mijały szybko a rany wolniej goiły, za każdym razem gdy patrzyłem to zastanawiałem się czy tak musi być już zawsze? Czy  to jest konieczne że musimy tak żyć? Nigdy nie uzyskałem odpowiedzi i tak wszystko powoli przemijało. W szkole zawsze było tak samo, zadania były cholernie proste przez co tylko się nudziłem. Jedyne co dawało mi jakąś rozrywkę to bójki, to nie tak że to jakieś moje hobby ale po prostu najczęściej stawałem w obronie mojego brata. Przecież nie mógłbym pozwolić na to by cokolwiek mu zrobili a on po tym cierpiał. Był i w sumie dalej jest moim oczkiem w głowie, zawsze będę się nim zajmował. Po kilku latach zacząłem zauważać że mój niby uroczy brat czasami się dziwnie zachowywał... przeważnie był spokojny i cichy, dużo płakał i się przytulał ale były też momenty kiedy go nie poznawałem.. To tak jakby przede mną stała inna osoba, bezlitosna, bezwzględna i milion razy gorsza ode mnie. Nie lubiłem gdy był w takim stanie, nie wiedział wtedy kiedy ma się pohamować a kiedy wszystko wracało do normy to on tego nie pamiętał co było dla mnie jeszcze większą abstrakcją... byliśmy bliźniakami, więc to co on zrobił zwalałem na siebie.
Ludzie i tak nie wiedzieli który jest którym, więc w ten sposób Hoon nigdy za nic nie oberwał.
Do mnie przychodzili po tak zwaną 'zemstę' a ja nie narzekałem bo w sumie z czasem zacząłem nawet to lubić. Z młodym rozumieliśmy się bez słów i dzięki temu nasze życie było ciekawe.

Wszystko będzie dobrze...
Po wielu incydentach w końcu i tak nas wywalili ze szkoły, starych nie było stać na to by zapisać nas do innej więc po prostu to olali i kazali zostać w domu. Gdy oni hajs wydawali tylko na siebie to ja chodziłem szukać miejsca gdzie mógłbym coś zarobić, nie mieliśmy kolorowo ale chciałem by chociaż Hoon w miarę miał normalnie. Starałem się jak mogłem, ale niestety łatwo nie było...
Matka zaczęła więcej pić a ojciec niby chodził do pracy ale co z tego jak ciągle się wyżywał albo na mnie albo na niej, cieszyłem się że chociaż brata nie rusza.. ale raczej długo się cieszyć nie mogłem.
Pewnego dnia wróciłem do domu było jakoś za cicho.. wszedłem do salonu nie było ojca.. leżała tylko matka na sofie zalana alkoholem. W końcu ruszyłem w stronę naszego pokoju, chciałem pociągnąć za klamkę i wtedy usłyszałem z tłumione piski. Wbiegłem do pomieszczenia a wtedy zobaczyłem młodego z zakneblowaną buźką by nie mógł krzyczeć, ten bydlak próbował się do niego dobrać a ja nie mogłem na to pozwolić. Nie wytrzymałem i uderzyłem go kilkanaście razy.. żyje do tej pory, nie zabiłem go ale wysłałem do szpitala na długie miesiące. Wtedy zabrała nas opieka z domu.. nie rozumiałem tylko czemu nasza matka nic z tym nie robiła, dlaczego nie próbowała nas ratować od tego całego syfu ? Wylądowałem w poprawczaku na rok a potem w domu dziecka. Nie musieliśmy długo czekać by ktoś nas adoptował, była to bogata rodzina państwa Min. Nie rozumiałem czemu nas chcieli skoro słyszeli o całej naszej historii, najlepsze jest to że nawet jak sprawialiśmy im problemy to oni nie byli o to źli, wręcz przeciwnie opiekowali się nami. To był nowy początek czegoś wielkiego i normalnego.

Chciałem mieć normalne życie...
Do ciebie mamo bo chciałem mieć tak samo, 
jak inni rodzice wychodzą z domu rano.
Prowadząc dziecko za rękę przez ulicę,
to dni z dzieciństwa których po prostu nie widzę.
I co mam powiedzieć? Bo takie jest życie?
Ja chciałem mieć ciebie to żadne odkrycie.
Życie bez ciebie to znam znakomicie!
Mamo wróćmy kilka lat wstecz...
pamiętasz tamte lata też?
Ja pamiętam jakoś zapomnieć nie mogę, czy to wiesz?
Ty coraz bardziej odchodziłaś z nałogiem,
a ja patrzyłem jak wygasał płomień.
Wiatr zdmuchnął ogień i za to mam do ciebie żal,
każdy poszedł w inną stronę. 
15 lat czy za młody na ten świat?
Musiałem radę sobie dać i kombinować,
tak wyglądała moja dorosłość młoda..
I powiem tobie, wcale to nie była wygoda.
U ciebie alko jak woda i wiesz co mamo?
Tylko ciebie mi tu szkoda...*



*18 lat* 12.10.1998 * Starszy o 3 minuty * Agresor *Pokój 220, drugie piętro* Klasa Matematyczno-fizyczna *CIEKAWOSTKIRELACJE *

______________________________
Witam xD 
GG:49389480 
* Tekst autorstwa mojego starszego brata <3

Jesteś piękna jak te cudowne czerwone róże, ale równie mocno ranisz jak one...

28 komentarzy:

Min Taehoon

" Nie jestem  normalny, więc jeżeli nie chcesz tego żałować to się do mnie nie zbliżaj."

Nocna zmora..
Było już dosyć późno.. pamiętam że akurat tego dnia mocno padało, a brata nie było w domu.
Nie lubiłem być sam, zwłaszcza jak w domu był ojciec... szybko odrobiłem lekcje i zjadłem kolację by czym prędzej zamknąć się w pokoju. Było spokojnie a jedyne odgłosy jakie słyszałem to krople deszczu obijające się o okno, wtedy usłyszałem że ktoś otwiera drzwi. Było po dwudziestej... nie mogliśmy się spóźniać do domu a on jednak przyszedł później...
Podniosłem się szybko z łóżka przybliżając się do drzwi by sprawdzić  co się stanie, uchyliłem lekko drzwi od pokoju.  Jiyoon wrócił właśnie do domu, miał kilka siniaków i był kompletnie przemoczony, ojciec podszedł do niego by mu się przyjrzeć.  Miałem złe przeczucie co do tego.. ojciec się wkurzył po czym uderzył go w twarz.. Yoon nie ruszył się nawet na krok, stał tak i milczał co ojca doprowadzało do szału. Krzyczał na niego i  ciągle bił, w końcu zdjął pasek... nie chciałem na to patrzeć ale moje nogi nie słuchały mnie... Mama nie reagowała sama dobrze wiedziała że jak się odezwie to sama oberwie... wolała już patrzeć jak go katuje niż ją.. Ojciec ściągnął z niego koszulkę i zaczął z całej siły uderzać zostawiając po sobie czerwone od krwi ślady... Jiyoon zaczął płakać, bolało go to a ja nie mogłem z tym nic zrobić bo się bałem.. Gdy uderzył go ostatni raz tak mocno że ten osunął się na ziemię zapiszczałem a ojciec jak spłoszone zwierze spojrzał w moją stronę..
Wiedziałem że to nic dobrego nie wróży więc zamknąłem szybko drzwi i schowałem się w koncie pokoju jak najdalej od drzwi.. Ten wszedł do pokoju a ja czułem jak strach mnie paraliżuje, gdy był blisko i się zamachnął zamknąłem oczy.. ale cios mnie nie dosięgnął.
Zdziwiony otworzyłem oczy i spojrzałem na zapłakaną twarz mojego brata, zakrył mnie swoim ciałem... ojciec na ten widok zirytowany powiedział kilka słów po czym odpuścił sobie i poszedł do salonu. Braciszek odetchnął z ulgą po czym chwycił mnie jak księżniczkę i zaniósł do łóżka, jesteśmy bliźniakami więc wiedziałem jak bardzo teraz cierpi a mimo tego chronił mnie...
Byłem tak przerażony całą sytuacją że nie byłem w stanie niczego zrobić a tym bardziej się odezwać...

*-Jiyoon..-Wyszeptałem drżącym głosem, gdy nagle poczułem jak się przytula do moich pleców.*
*-Śpij.. nie przejmuj się tym..- Usłyszałem po czym poczułem jak całuje mnie w czoło.*


Słoneczne dni tak szybko przemijają...
Lata mijały a jedyną osobą na której mogłem polegać w każdej kwestii był mój brat bliźniak. Ludzie często nas mylili ale jak poznali nasze charaktery to byliśmy określani mianem "Niebo i ziemia".
Mój brat był strasznym marzycielem i naprawdę śmieszną osobą, niestety nie okazywał tego przed ludźmi.. był dla nich zimny i okropny. Tylko przede mną potrafił się otworzyć, zawsze się mną opiekował i ratował gdy mieliśmy jakieś kłopoty. Niby powinniśmy być tacy sami a jednak się od siebie bardzo różnimy. W szkole zaczęliśmy sprawiać więcej problemów, ja nie sprawiałem ich tak wiele jak Yoon ale mimo wszystko starałem się mu jakoś dorównać. Zawsze chciałem być tak silny i odważny jak on, był moim życiowym mentorem. Jednego  w miarę normalnego dnia doszło do bójki, nie musiałem być geniuszem by wiedzieć kto to zaczął... był to mój kochany braciszek. A rozmowa albo w sumie kłótnia między nimi brzmiała tak. 
-Powaliło cię idioto?!- Wykrzyczał chłopak na ziemi wycierając rękawem krew z twarzy.
-Zamknij się i radzę byś nie zbliżał do Taehoona!- Warknął a ja chyba dalej nie ogarniałem o co chodzi. Nie rozumiałem czemu mój brat zawsze wdawał się w bójki z mojego powodu.
-Będę robił co chcę po za tym to nie jest twoja własność!- Dodał chłopak, którego dobrze znałem bo był moim dobrym kolegą i w sumie jedynym. 
-Gówno ci do tego! Spróbuj go dotknąć a skręcę ci kark!- Warknął a ja w końcu postanowiłem do nich podejść. Chwyciłem brata za rękę po czym pociągnąłem za sobą od tego  całego zbiorowiska.
Gdy już byliśmy na zewnątrz spojrzałem na niego lekko zirytowany.
-Czemu znowu się bijesz? O co tym razem poszło?-Zapytałem, nie żeby jakoś mnie wzruszyła ta bójka ale bardziej interesował mnie jej powód. 
-No bo gadał o tobie jak o jakiejś pierwszej lepszej lasce!- Dodał.
-To co? Olej to a nie od razu robisz zamieszanie, tym razem dyrektor się wkurzy i cię wywali.- Dodałem srogo po czym miałem zamiar iść sobie stamtąd gdy poczułem że chwyta mnie za rękę i nie pozwala odejść. Odwróciłem się zdziwiony.
-Ej Hoon powiedz mi że to co mówił nie jest prawdą... Ty się wcale nie puszczasz prawda?- Spojrzałem na niego z szokiem i nie wiedziałem czy mam zacząć się śmiać czy się wkurzyć ale wyszło na to że obydwa.. 
-Żartujesz sobie? Nie pogięło mnie do reszty! Po za tym nie interesują mnie faceci!- Warknąłem a on się tylko do mnie uśmiechnął, puszczając moją dłoń. 
-To dobrze- Dodał zadowolony a ja czułem jak i tak się we mnie gotuje. Odwróciłem się na pięcie a ten tylko podążył za mną wypytując gdzie tak pędzę. 
-Czy to nie oczywiste? Idę zabić tego gnoja za to co powiedział!- Odpowiedziałem po czym spojrzałem na brata a on na mnie i wybuchnęliśmy obaj śmiechem. 


Ej Jiyoon jak myślisz będzie dobrze? 
Nie było jakoś idealnie ale po pewnym czasie wszystko zaczęło się jeszcze bardziej sypać i psuć. 
Nie wiedziałem co było tego powodem, czy to dlatego że źle robiliśmy czy dlatego że tak miało być.
Za wielokrotne bójki i ciągłe sprawianie problemów wywalili nas ze szkoły, ojciec bił Yoona przez to każdego dnia... nie bił mnie a to tylko dlatego że on brał wszystko na siebie tylko po to bym ja nie obrywał. Później  zamknęli Jiyoona w poprawczaku za pobicie i to dość poważne ojca gdy ten pod wpływem alkoholu próbował się do mnie dobrać. Po tym incydencie zabrali nas rodzicom i umieścili w domu dziecka, pierw sam tam byłem gdyż Yoon odsiadywał za te pobicie. Strasznie się bałem i czułem się tam bardzo samotny, na szczęście za dobre sprawowanie wypuścili go po roku. Nie minął miesiąc a on już rządził całym ośrodkiem jak i wychowawcami. I tak sobie żyliśmy tam bez nadziei na cokolwiek, wtedy po pięciu miesiącach zgłosili się jacyś ludzie że chcą nas adoptować. Dyrektor ośrodka od razu ich poinformował że nie jesteśmy zbyt grzeczną dwójką i że sprawiamy dużo problemów wychowawczych. Co było w tym wszystkim najdziwniejsze? Oni się tym kompletnie nie zrazili tylko jeszcze bardziej chcieli nas adoptować. Po trzech miesiącach załatwiania różnych spraw i tak dalej, staliśmy się częścią ich rodziny. Przyjęliśmy ich nazwisko i nikt z nas nie miał nic przeciwko, naprawdę ich polubiliśmy. Jednak i tak ciągle sprawialiśmy problemy, taka nasza natura. Nie obchodziło nas to że są bogaci, nie zależało nam na tym, chcieliśmy być normalnie traktowani i jak potem się okazało mimo naszych wybryków oni nas akceptowali i starali zrozumieć. Widziałem to że chcą nas pokochać i zdobyć nasze zaufanie jednak nam to ciężko przychodziło. W sumie mi było to obojętne ale widziałem że mój brat nie bardzo jest chętny do współpracy. Często się z nimi kłócił mówiąc że ich nie potrzebuje, ale czy na pewno tak jest? Czy tylko my sobie wystarczymy czy nie jest nam nikt inny do życia potrzebny prócz naszej dwójki? Nie wiem... i właśnie na to próbuje znaleźć odpowiedź.


Słoneczko tak bardzo grzeje...
Hey pamiętniku! Tu znowu Taehoon. Nikogo nowego nie poznałem i w sumie u mnie jest po staremu. Ludzie dalej mnie unikają i nie chcą poznać, ale to w sumie dobrze. Nie chcę by wiedzieli jak bardzo okropną osobą jestem... nie chcę nawet by mój brat o tym wiedział.  Dziś widziałem jak dziewczynka płakała bo zdechł jej kot, zacząłem się śmiać... ludzie wtedy dziwnie patrzyli. Myślisz że zrobiłem coś złego? W sumie to nie wiem nie rozumiem ludzi, są dziwni.


*18 lat* 12.10.1998 * młodszy o 3 minuty *Rozdwojenie jaźni *Klasa Biologiczno-chemiczna*Pokój 205, drugie piętro  *CIEKAWOSTKI* RELACJE *

_______________________________________
No hejka xD 
GG:49389480 

sobota, 19 listopada 2016

Człowiek wolny jest nieprzewidywalny. Nie tylko dla innych. Przede wszystkim dla siebie

101 komentarzy:

Taira Yukina 


(Kitade Nana)

Pseudo „Jiyuu” (jap. „wolność”) -- Japonka --19 lat -- Wokal ✮-- Dodatkowy język: hiszpański -- Koło fotograficzne --Spikerka szkolnego radia -- Pokój nr 85 -- Może i nie Zołza Number One, ale na podium w tej konkurencji by się znalazła... gdyby jej się chciało.

Imię „Sakurami” pewnie znane jest każdemu, kto kiedykolwiek słyszał o geiko z Kyoto. Była najpiękniejszą gejszą, jaka w ogóle istniała, a przynajmniej tak wydawało się mojemu ojcu... Zakochali się w sobie, ona rzuciła swoją pracę, wyszła za mąż i urodziła gromadkę dzieci, z których czwarte, najmłodsza córka była tylko „przypadkiem”. Otwarcie to powiedziała, że tak naprawdę nigdy mnie nie chciała i żałuje, że lepiej się nie "zabezpieczyła"... Zresztą ojciec wcale nie lepiej, ledwo nadarzyła się okazja, wysyłali mnie do różnych szkół z internatem, byleby tylko pozbyć się kłopotu. Ze wszystkich albo wiałam, albo wylatywałam, więc gdy skończyłam dwanaście lat, stałam się dla państwa Taira aż taką zawadą, że matka przekonała swoją rodzoną siostrę, o dźwięcznym imieniu Sakurana, w tym czasie już właścicielkę okiya i szkoły gejsz, by przyjęła mnie na maiko do swojego domu. Zwykle, byś została praktykantką w tym fachu, musisz dożyć szesnastu wiosen, ale rodzinne znajomości i wpływy pana Tairy, który zdrowo sypnął groszem, sprawiły, że to „szczęście” spotkało mnie jako dwunastolatkę. Jak stałam, w dżinsach z dziurami na kolanach i czarnej koszulce z napisem „Mam coś więcej, niż ładną buźkę!”, tak wpakowali mnie do samochodu i wysłali do Kyoto... Tyle ich widziałam.

Znacie tę zagraniczną piosenkę z jakiegoś wiekowego musicalu?

Co dzień ta sama zabawa się zaczyna
I przypomina dziecinne twoje sny
Chcesz rozbić taflę szła
A ona się ugina...
I tam są wszyscy, a naprzeciw ty...”

Żyłam za taką szybą przez kolejne sześć lat... W pięknym, gwarnym mieście, Kyoto, wśród wielu zwykłych i jeszcze większej ilości niezwykłych osób, a jednak nie jako jedna z nich, a jako ktoś, kto obserwuje ich jedynie zza tafli szkła. Uśmiechałam się, patrzyłam, rozmawiałam, ale nigdy nie znikał dystans, ta niewidzialna, tajemnicza przegroda, której nie mogłam rozbić. Wiedziałam, z czego jest ona zbudowana: konwenanse, sztywne reguły, brak czasu na własne życie, nakaz podporządkowania się starszym, tłumienie jakiejkolwiek indywidualności, ale ta wiedza nie wystarczała do rozmontowania, czy choćby przeskoczenia jej. Każdy mój ruch, każde spojrzenie, każda myśl zawsze musiała być pod kontrolą, zaplanowana i celowa – wywoływać zachwyt jak obraz sławnego mistrza, na który patrzysz, nie do końca go rozumiejąc, ale podziwiając pędzel artysty i wiedząc, że choćbyś cały świat za to ofiarował, to dzieło sztuki nigdy nie będzie twoje. Niczym więcej nie byłam, tylko pustą, wyuczoną jak być uroczą ozdobą marionetką, służącą do tego, by bogaci biznesmeni nie nudzili się podczas popołudnia przy herbatce. Czułam się jak rzecz, jak bezwartościowy przedmiot, którego jedyną zaletą jest ładny wygląd i umiejętność paplania o niczym, ale co mogłam na to poradzić? Byłam zupełnie zależna od ludzi w moim otoczeniu, a nawet gdybym uciekła, to dokąd? I za co bym żyła?

Właściwie nie wyrwałam się z tego z wielkim hukiem i fajerwerkami, jakby to należało oczekiwać, po prostu poczekałam, aż ukończę cały sześcioletni kurs i będę mogła zacząć żyć na własny rachunek, odłożyłam trochę pieniędzy i za nie wyjechałam z Kyoto z powrotem do stolicy. Nie wróciłam do rodzinnego domu, mam dość rozsądku, by nie pchać się tam, gdzie mnie nie chcą. Wynajęłam jakiś pokoik wielkości mysiej dziury w ruderze na przedmieściach, za pozostałą kasę kupiłam niezłej jakości gitarę akustyczną i poszłam w miasto, by zarabiać na życie na ulicznych popisach wokalnych. Wiedziałam, ze głos mam dobry, mocny i czysty, nie znałam się właściwie na niczym praktycznym, nie licząc stu sposobów tradycyjnego zaparzania herbaty, a poza tym takie występy okazały się całkiem zabawne. Nie tak sztywne, wystudiowane i bezbarwne jak moje popisy jako geiko, raczej pełne niespodzianek i zmuszające do improwizacji, a to mi się podobało. Któregoś dnia pewien turysta nagrał jeden z moich występów i opublikował go na swoim profilu na fb.... Nie przywiązywałam do tego faktu wielkiego znaczenia, gdyby nie to, że dzięki temu moimi popisami zainteresowała się jakaś fundacja, obiecująca mi stypendium w szkole dla zdolnych dzieciaków, na jakiejś koreańskiej wyspie. Ponoć, gdy zostanę absolwentką, kariera piosenkarki będzie przede mną otwarta. Nie to, bym naprawdę miała lepszy pomysł, więc głupi by nie skorzystał, a ja głupia nie jestem, więc praktycznie dzień później rozwiązywałam umowę wynajmu mojej mysiej dziury, załatwiałam co trzeba i tak szybko jak się dało, wyjechałam do nowej szkoły, zaczynając nowe życie i z nadzieją patrząc w przyszłość.


Ma długie włosy, zazwyczaj pofarbowane na jakiś wściekle-rudy kolor, jest raczej niewysoka, szczupła, stara się niczym poza tym na zewnątrz nie wyróżniać. Bo po co? Wszyscy i tak wiedzą, że jest wyjątkowa i najlepsza! A jak nie, to się dowiedzą!

Niezależna, uparta, wygadana, samodzielna i ciekawska do granicy lekkomyślności, lubi pakować się w kłopoty. A właściwie nie lubi, to one nie mogą się obejść bez jej towarzystwa. Z natury niespokojna, musiała do niedawna tłumić swoją energię, która teraz próbuje znaleźć jakieś ujście (najczęściej w jakichś głupich wyskokach), stara się żyć nie na sto, a tysiąc procent. 



*    *   *
No to ładnie się witamy, ja i Jiyuu. 
Mam nadzieję, że ją polubicie, a ona bardzo chętnie znajdzie tu sobie towarzyszy wariackich akcji. :)
Jakby cuś, to moje gg:45826590